Człowiek nie powinien dopóty przerażać się niczym, dopóki ma dobrą wolę, ani też nie powinien się martwić, jeśli swej woli nie może urzeczywistnić w dziełach; z drugiej strony nie powinien uważać, że daleki jest od cnoty, jeśli odkrywa w sobie prawą, dobrą wolę, albowiem cnota i wszelkie dobro tkwią w dobrej woli. Jeśli masz prawdziwą, prawą wolę, to nie może ci niczego brakować, ani miłości, ani pokory, ani jakiejkolwiek innej cnoty. Co więcej, czego chcesz usilnie i z całej woli, to masz, i ani Bóg, ani wszystkie stworzenia nie mogą ci tego zabrać, jeśli tylko wola (twoja) jest wolą doskonałą i prawdziwie boską, i zwróconą ku temu, co teraz obecne. A więc nie (mów): "Chciałbym tego jutro", bo to byłoby dopiero w przyszłości, lecz (mów): "Chcę, by było tak teraz!" Posłuchaj: Gdyby coś było tysiąc mil ode mnie, a ja chciałbym to mieć, to miałbym to w sposób właściwszy niż coś, co mam w ręku, a czego nie chcę mieć.
Dobro nie mniej chętne jest do dobrego niż zło do złego. Zauważ: Gdybym nawet nigdy nie zrobił nic złego, to jednak jeśli mam wolę do złego, to mam grzech tak, jak gdybym dopuścił się tego (złego) czynu; i mógłbym w woli, która podjęłaby taką decyzję, popełnić tak wielki grzech jak zniszczenie całego świata, nie dopuszczając się przy tym ani jednego czynu. Dlaczegóż tego samego nie mogłaby dokonać także dobra wola? Zaprawdę, mogłaby zrobić jeszcze więcej, i nieporównanie więcej!
Zaprawdę, z wolą mogę dokonać wszystkiego. Mogę nieść trud wszystkich ludzi i nakarmić wszystkich biednych, i dokonać dzieł wszystkich ludzi, i co tylko możesz sobie jeszcze wymyślić. Jeśli nie brakuje ci woli, a tylko możliwości, to, zaprawdę, przed Bogiem wszystko uczyniłeś, i nikt nie może ci tego zabrać ani choćby przez chwilę ci w tym przeszkodzić; albowiem chcieć coś zrobić, kiedy tylko będę mógł to uczynić, i dokonać tego, to dla Boga to samo. Gdybym, co więcej, chciał mieć tyle woli, co ma jej cały świat, a moje pragnienie jej było wielkie i rozległe, to, zaprawdę, mam ją już; albowiem co chcę mieć, to już mam. Podobnie: Jeśli naprawdę chciałbym mieć tyle miłości, ile posiedli jej wszyscy ludzie, i gdybym chciał tak samo chwalić Boga czy też coś innego, co tylko możesz sobie jeszcze wyobrazić, to masz naprawdę wszystko, jeśli tylko wola (twoja) jest doskonała.
Otóż mógłbyś zapytać, kiedy wola jest prawą wolą? Wola jest wtedy doskonała i prawa, kiedy nie łączy jej nic z "ja" i gdzie wyzbyła się sama siebie, i ukształtowała się i uformowała w woli Boga. Tak, im bardziej jest taka, tym bardziej prawa i prawdziwa jest wola. A z taką wolą potrafisz (dokonać) wszystkiego, czy to będzie miłość, czy co chcesz.
Pytasz: "Jakże mógłbym mieć miłość, dopóki jej nie odczuję ani jej nie spostrzegę, tak jak ją widzę u wielu ludzi, którzy dokonali wielkich dzieł i u których widzę wielką pobożność i rzeczy godne podziwu, jakich sam nie posiadam?"
Tu musisz - rozważyć dwie rzeczy, jakie znajdują się w miłości: jedną jest istota miłości, drugą zaś jest dzieło, czyli jej rozlanie się. Siedlisko istoty miłości znajduje się jedynie w woli; kto ma więcej woli, ten ma także więcej miłości. Ale kto ma jej więcej, tego nikt nie wie; ukryte jest to w duszy, ponieważ w podstawie duszy ukryty jest Bóg. Ta miłość całkowicie tkwi w woli; kto ma więcej woli, ten ma także więcej miłości.
Jest wszakże jeszcze druga rzecz: rozlanie się i dzieło miłości. Rzuca się to bardzo w oczy, na przykład jako serdeczność, pobożność i radość, a mimo to nie jest zawsze i wszędzie czymś najlepszym. Niekiedy bowiem nie wywodzi się z miłości, lecz z natury, to, że czujemy taką błogość i słodycz, choć może to być również skutkiem wpływu nieba czy też pojawić się w nas dzięki zmysłom; a ci, co częściej doświadczają takich uczuć, nie są to zawsze i wszędzie najlepsi (ludzie). Albowiem jeśli nawet (wszystko) to rzeczywiście pochodzi od Boga, to Pan nasz daje to takim, ludziom, aby ich przynęcić i przywabić, i także zapewne dlatego, żeby mogli ustrzec się przed innymi ludźmi. Jeśli jednak ci sami ludzie później wzrosną w miłości, to może snadnie się zdarzyć, że nie będą już tak bogaci w uczucia i doznania, i dopiero wtedy staje się całkiem widoczne, że mają miłość, gdy (nawet) bez takiego oparcia dochowują Bogu całej i stałej wierności.
Otóż jeśli założymy, że to z całą pewnością jest miłość, to przecież nie jest to coś najlepszego. Wynika to wyraźnie z tego, co następuje: Należy mianowicie niekiedy zrezygnować z takiej radości, aby z miłości chcieć coś lepszego i aby czasami dokonać, gdzie zachodzi taka konieczność, jakiegoś dzieła miłości, już to duchowego, już to cielesnego. Jak to już powiedziałem: Gdyby człowiek był w takiej ekstazie, w jakiej był święty Paweł, a wiedział, że jakiś chory wymaga, żeby przygotować zupę dla niego, to uważałbym, iż byłoby o wiele lepiej, gdyby z miłości porzucił ekstazę i w większej miłości usłużył potrzebującemu.
Nie powinien człowiek ten mniemać, że przez to utracił łaskę; albowiem co człowiek chętnie oddaje z miłości, to zostanie mu dane o wiele szczodrzej, jak powiedział Chrystus: "Kto dla mego imienia opuści (...) stokroć tyle otrzyma". Tak, zaprawdę, to, co człowiek oddaje i czego się wyrzeka dla Boga - a może się zdarzyć i tak, że kiedy żarliwie pragnie on takiej pociechy i serdeczności i robi w tym celu wszystko, co może, a Bóg mu ich nie daje, wyrzeka się ich i chętnie z nich rezygnuje dla Boga - znajdzie, zaprawdę, dokładnie tak w Nim, jak gdyby całe dobro, jakie kiedykolwiek istniało, miał w swym całkowitym posiadaniu, ale chętnie by się go wyzbył i zrezygnował z niego, i wyrzekł się go dla Boga; otrzyma za to sto razy tyle. Albowiem co człowiek chętnie chciałby mieć, bądź to cielesnego, bądź to duchowego, przeboleje to jednak i wyrzeknie się dla Boga, to wszystko odnajdzie w Bogu, tak jak gdyby to posiadał i chętnie się tego wyzbył; albowiem człowiek dla Boga powinien chętnie pozwolić pozbawić się wszystkich rzeczy i w miłości i z miłości zrzec się i zrezygnować ze wszelkiej pociechy.
Na to, że z miłości należy niekiedy rezygnować z takiego uczucia, wskazuje nam przepojony miłością Paweł, kiedy powiada: "Wolałbym bowiem sam być (...) odłączonym od Chrystusa dla miłości do braci moich". Tak myśli on zgodnie z tym, a nie pierwszym rodzajem miłości, albowiem od tego nie chciałby być odłączony ani przez chwilę, choćby mu dawano wszystko, co znajduje się w niebie i na ziemi; ma on na myśli pociechę.
Musisz jednak wiedzieć, że przyjaciele Boga nigdy nie są bez pociechy; albowiem co Bóg chce, to jest ich najwyższą pociechą, bez względu na to, czy jest to pociecha czy brak pociechy.